
Podsumowanie roku 2025: 5 największych hitów technologicznych i 2 spektakularne wtopy
To był naprawdę intensywny rok. Zaczynaliśmy go, walcząc z gigantycznymi brakami kart graficznych, a kończymy, martwiąc się nadciągającym kryzysem na rynku pamięci RAM. Po drodze Microsoft zdążył koncertowo popsuć wizerunek Windowsa, a w samym środku technologicznego zamieszania dostaliśmy jedną z najbardziej absurdalnych zapowiedzi „nieistniejącego” produktu w historii. Ale hej, nie ma co tylko narzekać – 2025 rok przyniósł też sporo dobrego. Nowe Radeony wreszcie przestały straszyć cenami, Nintendo udowodniło, że sprytna optymalizacja bije na głowę czystą moc obliczeniową, a Linux w końcu stał się realną alternatywą dla graczy. Przyjrzyjmy się zatem pięciu największym sukcesom tego roku i dwóm wtopom, o których wolelibyśmy zapomnieć.
#5: AMD Radeon RX 9070 XT – nowy król opłacalności

Zostawmy na boku dziwne nazewnictwo – największym sukcesem AMD nie była w tym roku surowa wydajność (tu Nvidia wciąż trzyma koronę), ale zdrowy rozsądek. Radeon RX 9070 XT to pakiet kompletny: solidny ray tracing, wysoka efektywność energetyczna i – co najważniejsze – realny postęp w kwestii stosunku ceny do możliwości. Po latach stagnacji, gdy za nową kartę trzeba było płacić fortunę, AMD wreszcie uderzyło w czuły punkt. Kluczową rolę odegrało tu FSR 4 oparte na AI, które w końcu stało się realnym rywalem dla DLSS. Choć na starcie mówiło się, że sugerowana cena to „pobożne życzenie”, problemy z dostępnością szybko minęły. Obecnie kartę można kupić nawet poniżej oficjalnego MSRP, co przy przeliczeniu na nasze warunki daje sprzęt w bardzo rozsądnych widełkach cenowych – ok. 2 400 – 2 800 PLN.
#4: Nintendo Switch 2 – moc ukryta w AI

Po dwóch latach plotek o wersji „Pro” czy „Super”, Nintendo w końcu wyłożyło karty na stół. Reakcje były mieszane – niektórzy narzekali na cenę (startującą z poziomu ok. 1 800 PLN) i pozornie słabe podzespoły. Jednak gdy gry ruszyły, krytycy zamilkli. Switch 2 nie bierze udziału w wyścigu zbrojeń, on go po prostu omija dzięki upscalingowi od Nvidii. Efekt? Wydajność zaskakująco bliska Xboksowi Series S przy poborze mocy na poziomie zaledwie 10 W. To niesamowite, że maszyna pijąca tyle energii co żarówka LED, potrafi wypluć obraz 4K i obsłużyć ray tracing w takich tytułach jak Star Wars Outlaws. Nintendo kolejny raz pokazało, że magia tkwi w optymalizacji, a nie w liczbie rdzeni.
#3: Samsung Galaxy Z Fold 7 – składaki w wersji dojrzałej

Przez lata składane telefony były drogimi zabawkami dla entuzjastów – fajnie wyglądały, ale strach było je nosić bez ubezpieczenia. Galaxy Z Fold 7 to model, który w końcu to zmienia. Jest cieńszy, lżejszy i ma zawias, na którym zagięcie ekranu jest niemal niewidoczne. Co ciekawe, Samsung w końcu dopracował wytrzymałość – testy pokazują, że ten sprzęt znosi codzienne tortury bez zająknięcia. To pierwszy składak, przy którym nie czujesz się jak beta-tester przyszłości. Software w końcu przestał walczyć z hardwarem, a wielozadaniowość stała się naturalna. To nie rewolucja, to po prostu perfekcyjne wykończenie roboty, która trwała siedem lat.
#2: Wielki rok gamingowego Linuksa i Legion Go S

Zmęczenie Windowsem w 2025 roku osiągnęło masę krytyczną. Problemy ze stabilnością, wsędobylskie reklamy i wpychane na siłę AI sprawiły, że gracze zaczęli szukać wyjścia ewakuacyjnego. I znaleźli je w Linuksie. Dzięki warstwie Proton większość gier po prostu działa, często lepiej niż na systemie Microsoftu. Prawdziwym przełomem było jednak Lenovo, które wypuściło model Legion Go S z preinstalowanym SteamOS. To jasny sygnał dla rynku – system od Valve nie jest już tylko eksperymentem dla Steam Decka, ale realnym, stabilnym konkurentem dla Windowsa na urządzeniach przenośnych. Linux przestał być niszowym hobby, a stał się realnym wyborem dla każdego.
#1: Agenturalne AI – gdy sztuczna inteligencja zaczęła „robić”

Zapomnijcie o zwykłych chatbotach. Rok 2025 należał do „Agentic AI” – systemów, które zamiast tylko odpowiadać na pytania, wykonują konkretne zadania. To przejście od gadania do działania. AI potrafi już zaplanować podróż, napisać i przetestować kod czy przeprowadzić głęboki research, sprawdzając dziesiątki źródeł bez naszej pomocy. Oczywiście, te narzędzia wciąż potrafią palnąć głupstwo, dlatego warto weryfikować ich pracę, ale oszczędność czasu jest kolosalna. Ignorowanie tych narzędzi dzisiaj jest jak upieranie się, że samochód nigdy nie zastąpi konia. To nie jest już tylko zabawka – to potężne narzędzie zwiększające produktywność.
Wtopa 1: Trump Phone, czyli majstersztyk vaporware

Niezależnie od poglądów politycznych, historia telefonu „Trump T1SM” przejdzie do legendy jako pokaz czystego marketingu bez produktu. Mieliśmy huczne zapowiedzi, branding i ogromny szum w mediach. Czego nie mieliśmy? Samego telefonu. Do połowy 2025 roku okazało się, że za projektem nie stoi żadna linia produkcyjna ani konkretna specyfikacja. Urządzenie widnieje na stronie jako „dostępne wkrótce”, ale nikt go nie widział, nikt go nie testował i nikt nie zna realnej ceny (choć spekulowano o okolicach 3 000 – 4 000 PLN). To bolesne przypomnienie, że w technologii liczy się to, co można wziąć do ręki i przetestować, a nie to, co ładnie wygląda na renderach.
Wtopa 2: Windows 11 i niekończący się festiwal błędów

Microsoft spędził większość 2025 roku na gaszeniu pożarów, które sam wzniecił. Każda kolejna aktualizacja Windows 11 wydawała się coś psuć – od problemów z siecią, przez znikające menu Start, aż po błędy unieruchamiające komputery. Najgorsze, że działo się to w cieniu kończącego się wsparcia dla Windows 10, co skutecznie zmuszało użytkowników do przesiadki na niedopracowany system. Czarę goryczy przelało wpychanie funkcji AI do każdego zakamarka systemu, mimo wyraźnego sprzeciwu społeczności. Zamiast skupić się na stabilności i prywatności, Microsoft postawił na telemetrię i zbędne dodatki, co tylko napędziło popularność alternatyw. Warto wspomnieć, że nawet szefostwo firmy było zdziwione negatywnym odbiorem – co tylko pokazuje, jak bardzo odkleili się od potrzeb zwykłych użytkowników.
Co nas czeka po tym szalonym roku?
Patrząc na to, co działo się przez ostatnie dwanaście miesięcy, jedno jest pewne – nudy nie będzie. Postęp pędzi do przodu, czasem potykając się o własne nogi, jak w przypadku Microsoftu, a czasem zaskakując sprytem, jak u Nintendo. Czeka nas trudny początek roku z rynkiem pamięci, ale fundamenty pod nową, bardziej „agenturalną” i mobilną przyszłość zostały już położone. Ciekawe, które z dzisiejszych sukcesów za rok uznamy za oczywistość, a o których porażkach będziemy pamiętać tylko w formie memów. Jedno jest pewne – Linux na desktopie w końcu ma swoje pięć minut, a my mamy coraz ciekawsze opcje wyboru.